fbpx
9218435423.8dd5717.ffccbd451066455b895ad46a556de368

Darea – Wielki misz masz

Do tej restauracji wybierałam się już kilka razy, ale zawsze byłam z Mikem. Tam jest kategoryczny zakaz wstępu ze zwierzętami, więc jak już byłam bez psiaka i w bliskiej okolicy restauracji, postanowiłam ją odwiedzić.

Zawsze, ale to za każdym razem kiedy mijałam restaurację, w środku widziałam tłum gości. Każdy z uśmiechem zajadał się swoim wybranym daniem. Grzechem byłoby się nie przekonać jak dobrze mogą nas nakarmić w tym miejscu.

Weszłam, w środku oczywiście większość stolików zajęta, ale udało mi się zająć miejsce. Podłoga była tak brudna, że buty się do niej lepiły, a pod stołem kawałki potłuczonej szklanki. Niepokojący był fakt, że dzieci biegały i bawiły się w takich warunkach.

Czekam, aż kelnerka poda kartę. Pani robi to tak jakby ta praca była karą zamiast odsiadki w więzieniu. Składam zamówienie:

  • Rolka z łososiem i serkiem
  • Fasolka edamame
  • Tatar z łososia
  • Bulgogi Zungsik – 40 zł
  • Beef soup – 21 zł

Pozycje dań bez cen – to dania, których nie mogłam odnaleźć w menu online. Tradycyjnie tatar z łososia poprosiłam bez przyprawy, za to tylko i wyłącznie ze świeżymi, ostrymi papryczkami. W między czasie chciałam domówić napój, ale każda z trzech pań obsługujących sale widocznie miała lepsze zajęcie niż interesowanie się gośćmi. Gdy wreszcie udało mi się zwrócić uwagę kelnerki, usłyszałam, że muszę czekać aż podejdzie do mnie pani, która obsługuje mój stolik. Było to powiedziane bardzo nieuprzejmym tonem, szok. Poczułam się jakbym na własne życzenie trafiła do bardzo złego miejsca.

Jako pierwsze na stoliku pojawiło się to, co restauracja podaje oczekującym gościom. Sałatka z glonów oraz kimchi.

Wreszcie na stolik trafia tatar z łososia oraz fasolka edamame. Tu już pojawiają się schody.

Jak się okazało tatar był cały w jakiejś ostrej przyprawie, która całkowicie zabiła jego smak. Nie było czuć nic oprócz palenia w buzi. Przyprawa była tak mocna, że zabiła wszelkie walory smakowe łososia. Nawet jeśli ryba byłaby nie świeża to ciężko byłoby to rozpoznać. Przypomniałam kelnerce, że poprosiłam danie z dużą ilością świeżych papryczek bez przyprawy. Pani nie bardzo wiedziała co w takiej sytuacji zrobić, więc poprosiłam, aby mi wymieniła na tatar zgodny z zamówieniem.

Fasolka dobra 😉

Do stolika doszła rolka z łososia.

Rolka dobra, nie rozwalała się. Łosoś w niej był smaczny. Czas na zupę.

Śmierdząca, nie dobra w smaku, a wołowina, która w niej była najzwyczajniej w świecie była nie zjadliwa! Twarde kawałki, które ani wyglądem ani smakiem nie zachęcały do kontynuowania posiłku. Eh, cały czas jeszcze myślałam, że tatar z łososia, który przyjdzie oraz bulgogi sprawią, że wizytę w restauracji zaliczę do udanych.

Oto i on, tak długo wyczekiwany. Będąc kelnerką wstydziłabym się to podać.

Smród był przestraszliwy.

Mogę dać porównanie wręcz idealne. Rozmrażamy średnio świeżą rybę w reklamówce, wyrzucamy ją razem z tą wodą na deskę, siekamy i podajemy na talerz. Nigdy nie spróbowałam gorszego tatara z łososia. Wołam panią, która mnie obsługuje i mówię, że ma to zabrać. Coś tak okropnego nie powinno nigdy trafić na żaden stolik.

Jeszcze pozostało mi czekać na bulgogi, na które już kompletnie nie miałam ochoty.

Wołowina lepsza niż w zupie, to na pewno, ale to tylko tyle na temat tego dania. Nic na tym talerzu nie tworzyło spójności.

Podsumowując, lokal brudny, kelnerki nie miłe i „sfochowane”. Ceny nie należą do najmniejszych, ba nawet w małych gastro pubach czasem lepiej karmią. Na koniec kelnerka dopytała czy nie chce zabrać obu tatarów ze sobą na wynos, a ja, że są tak nie dobre i nie świeże, że nie. Na co pani „Ja to w ogóle nie jadam takich rzeczy, nigdy nie próbowałam” Mhm, fajnie, że kelnerka wie co podaje… Rzuciłam na odchodne, że jeśli będzie chciała spróbować to najlepiej w innym miejscu.

Na swojej stronie Darea pisze „Jedyna taka restauracja oferująca Sushi we Wrocławiu”, z pewnością jedyna, w której nic prócz rolki sushi i fasolki edamame nie dało się zjeść. Super, że menu jest tak bogate w przeróżne dania, świetnie, że kucharz gotuje tak jak dla siebie, ale moment.

Może warto zmniejszyć kartę i zostawić tylko „perełki” Szefa kuchni.

Zmienić obsługę na zadowoloną oraz z pojęciem co podają gościom. Zacząć traktować gości z szacunkiem a nie jak klientów, którzy przyszli zjeść i mogą dostać wszystko co im się tylko poda. Uprzątnąć lokal, aby nie przyklejać się do podłogi.

Mimo tego, że rolka sushi była w porządku to na sushi tam nie wrócę. Jak można w takich warunkach jeść i jeszcze za to płacić. Tak więc nie rozumiem fenomenu tej restauracji po swoim doświadczeniu. Możliwe, że są dania w menu, które mogą powalać, to po co zostawiać takie, które apetyt odbierają?