fbpx
9218435423.8dd5717.ffccbd451066455b895ad46a556de368

Kopytkarnia – hit czy kit?

Do lokalu Zjedzburgera przy placu Bema dołączyła Kopytkarnia. Jak mi tam smakowało, oraz czy to hit czy kit dowiecie się już za chwilę.

Po raz pierwszy odwiedziłam ten lokal w pierwszych dniach jego działania. Kopytka w każdym daniu odgrywają rolę gwiazdy talerza. Ja kocham te pyszne domowe kluseczki. Najbardziej w pamięci mam smak tych babcinych, miękkich kluseczek z niewyczuwalnym smakiem mąki. W takim miejscu jak Kopytkarnia oczekuję smakowego powrotu do przeszłości.

Moje wybory:

  • Bolognese / kopytka z sosem bolognese z wołowiną / seler naciowy / marchewka / pomidory / parmezan / oliwa bazyliowa – 25 zł
  • Kurczak Szpinak / kopytka z kurczakiem w sosie śmietanowo-szpinakowym / parmezan / pestki słonecznika – 29 zł
  • Gulasz / kopytka z gulaszem z szynki wieprzowej / zasmażane buraczki – 25 zł (druga wizyta)
  • Kotlet schabowy / kopytka z palonym masłem / kotlet schabowy / zasmażane buraczki – 25 zł (druga wizyta)

Przy pierwszej wizycie w lokalu panowało zamieszanie, spowodowane dużą ilością osób, które chciały przekonać się jak w tym miejscu można zjeść. Zamówienia składa się przy „barze”. Dostajemy numerek i już teraz pozostaje nam czekać, aż zostanie on wywołany 😉 Z moim był mały problem, ponieważ został zdublowany. Pani, która przyjmuje i wydaje zamówienia oraz w międzyczasie odbiera telefon na dowóz, ma pracy jak w ulu. Absolutnie jej za to nie winię, ale czy nie można zatrudnić jeszcze kogoś do pomocy? Skoro zamówienia składa się samemu, to czy naczynia też mamy sami zwracać? Jest to całkowita samoobsługa, czy jednak nie do końca? Takie informacje są przydatne, niestety nic na ten temat nie wiadomo… Dlaczego to dla mnie tak istotne, a no choćby dlatego, że stoliki, które już są wolne, są dalej zastawione naczyniami po innych gościach, którzy lokal już opuścili. Nie będę wchodzić w dyskusje, czy owi goście nie mieli kultury, czy zwyczajnie nie wiedzieli, że naczynia należy odnieść. Jeżeli już ktoś „odważy” się odnieść naczynia to nie za bardzo wiadomo gdzie. Pani wskazuje ladę, tę samą przy której składa się i odbiera zamówienia. Finalnie nie wygląda to dobrze.

Bolognese

Bardzo dobre kopytka, mięciutkie aż chce się jeść jednego za drugim. Sos nienaganny. Ja do swojego bolognese również dodaję selera naciowego, więc dla mnie tym bardziej na plus. Jedyne, nad czym się zastanawiałam to mięso, które, moim zdaniem, nie było wyłącznie wołowym. Ja bym jeszcze je dodatkowo poddusiła w sosie, ale jeśli przyjąć, że to miała być taka wersja na szybko, trochę studencka to mi praży.

Kurczak-szpinak

Kopytka tak samo dobre, więc z tej samej partii. A tak na poważnie: mimo iż nie przepadam za kurczakiem, to danie ma moje uznanie. Nie było za mdłe, czego trochę się obawiałam. Jako dodatek użyłabym sera gorgonzola, ale to oczywiście moje widzimisię 😉

Pierwsza wizyta mimo małych uchybień i tak mi się podobała, bo całą robotę zrobiły dania, a to przecież już ponad połowa sukcesu. Niestety znacznie gorzej było już podczas drugiej wyprawy do tego miejsca.

Stoliki na piętrze zastawione w większości brudnymi naczyniami. Mimo to i tak usiadłam gdzieś pomiędzy. Zabrałam ze sobą znajomego, który uwielbia kopytka, więc byliśmy zdeterminowani, aby zamówić i zjeść.

Schabowy – mój wybór

Wybrałam to danie, ponieważ miałam ogromną ochotę na kopytka z buraczkami. Ostatnio jak byłam, buraczki już się skończyły, a przy tej wizycie kolega ubiegł mnie z pozycją z gulaszem. Tak więc szarpnęłam się na taki kawał mięsa. Talerz na pierwszy rzut oka wygląda zacnie. Jednak im dalej w las, tym gorzej. Kotlet cienki jak kartka papieru, a dodatkowo smakował niczym. Nawet nie wyczułam soli czy pieprzu, istna tragedia. Dzieci w przedszkolu mają już bardziej doprawione dania. Kopytka gumowate, na pewno nie takie jak za pierwszym razem. Buraczki nie miały smaku buraka… Przypominały bardziej kapustę. Kotleta zjadł trochę Mike, oczywiście bez panierki 😉 W galerii więcej zdjęć tego niesmacznego dania.

Gulasz

Spróbowałam i prawie spadłam z krzesła. Ten smak przypominał bardziej leczo niż gulasz. Papryka była w prawie każdym kęsie. Nic mi tu nie współgrało, plus niezjadliwe buraczki i na maksa mączne kopytka. Było mi wstyd, że zaprosiłam miłośnika tych kluseczek na takie dno.

Pojawił się również kolejny problem, mianowicie taki, że gotowe zamówienia są wywoływane przez mikrofon i ciężko porozmawiać z osobą z którą się przyszło. Ciągle tylko słychać „zamówienie nr 23, kopytka z (…)”. Ostatnio to mi tak nie doskwierało, ponieważ siedziałam na zewnątrz.

Jeśli nazywacie się Kopytkarnia i na każdym talerzu one królują, to muszą być prawdziwą petardą samą w sobie. Tu coś zawiodło i z całego konceptu są nici. Opracujcie recepturę do perfekcji, bo jak tak dalej będzie to uwierzcie, że ludzie będą woleli pójść na kopytka gdzie indziej. Proponuję zatrudnić kogoś do pomocy. Może system donoszenia i zabierania dań do stolików byłby lepszy niż krzyczenie, który numerek jest gotowy. Jeśli jednak idziecie całkiem w samoobsługę, to zróbcie gdzieś miejsce na zwrot naczyń i niech to nie będzie lada, która służy tam już do wszystkiego. Jak na razie, fajny koncept, ale jego wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Miejsce jest przyjazne zwierzakom, co sprawdził Mike

KOPYTKARNIA
plac Bema 6, 50-335 Wrocław
WWWFACEBOOKINSTAGRAM