fbpx
9218435423.8dd5717.ffccbd451066455b895ad46a556de368

Sukiennice 7

Jesień, ta prawdziwa, czyli chłodno, apetycik wzrasta. Kilka minut po 14, Wrocławski Rynek. Idealny czas na lunch.

Spośród restauracji rynkowych natknęłam się na Sukiennice 7. Z zewnątrz wyglądem lokal zapowiada się ciekawie. Wchodzę do środka i wita mnie uśmiechnięta kelnerka. Pozwala wybrać miejsce. Rozglądam się i widzę w dużej sali, niejeden duży stół, lecz wszystkie puste. W mojej głowie pojawia się myśl, czy tu w ogóle się jada? Szybka konwersacja z kelnerką czy podać normalne menu lub ofertę lunchową. Niestety restauracja nie posiada oferty lunchowej na papierze ani na żadnej tablicy, więc po co to pytanie. Jednak aby nie odpłynąć przy monotonnym wymienianiu oferty przez obsługę lepiej wejść na ich stronę WWW i zerknąć na dzisiejszą propozycję.

Lunch mamy do wyboru dwudaniowy w cenie 22 zł lub trzydaniowy w cenie 26 zł. Jest do wyboru również wersja bezmięsna, ale tylko drugiego dania. Niestety nie każdy może tu zjeść. Przydałaby się również opcja lunchu całkowicie wege. W restauracji byłam razem z koleżanką, a to nasze zamówione dania:

  • Żurek / Pierożki cielęce z sosem demi glace / Tarta jabłkowa – mój wybór
  • Żurek / Warzywa grillowane z ryżem i kozim serem – wybór koleżanki

Dokładnie takie nazwy dań przedstawiła kelnerka i takie propozycje wybrałam wraz z koleżanką. Kwestia napoi: chętnie, tylko upsss kelnerka nie podała kart, więc ciężko wybrać nie wiedząc, co jest w ofercie. Szybka naprawa błędu i napoje zamówione.

Pierwsze przyszły zupy. Jak na żurek to bardzo klarowna ta zupa. Bulion warzywny z dodatkiem zakwasu i majeranku, w środku trzy plasterki białej kiełbasy, połówka jajka i multum blanszowanej cebuli. Nie była niesmaczna, jednak uwielbiam zupy i to z pewnością nie był mój wymarzony żur, który kojarzę z gęstą zupą, która rozgrzewa żąłądek. Jako lekka zupa np. w trakcie diety wchodzi idealnie.

Czas na drugie dania. Widzę jak kelnerka niesie mój talerz. W myślach już próbuje, jednak cały czar prysł, gdy położyła go przede mną i oznajmiła, iż nie mają pierogów z cielęciny tylko MIX ( pierogów ruskich + z cielęciny). Aaaaaa, głęboki wdech, uśmiech i pytanie, dlaczego mówi mi o tym, dopiero teraz. Sugeruję, że trochę za późno. Nie fajnie ponieważ, gdybym o tym wiedziała, wybrałabym inną opcję. Jej usprawiedliwieniem było to, że dopiero przy odbiorze dania kucharz ją o tym poinformował.

W trakcie jedzenia okazało się, że na talerzu mam aż trzy rodzaje pierogów:

  • Ruskie, które wg mnie miały bardziej farsz samego twarogu takiego kojarzącego się z pierogami na słodko, nawet miały taki smak;
  • Z kapustą i z grzybami, grzyby suszone a szkoda, ponieważ mamy sezon na świeże w dodatku w mikroskopijnym rozmiarze, kapusta przepyszna;
  • Z mięsem, na pewno nie cielęcym, może tu również powstał mix mięsny, jednak dobre. Czuć, że mięso jest z bulionu, co dodaje mu smaku oraz sprawia, że nie jest suche;

Samo ciasto bez zarzutów, nie klejące, nie rozpadające, nie są maszynowo wyrabiane. Każdy ma swój własny kształt oraz wypełniony jest swoim farszem po same brzegi. Gdyby nie to, że przez cały czas oczekiwania na moje pierogi z cielęciną robiłam sobie na nie smak, to ten mix na pewno nie byłby złą opcją jako drugie danie. Jedynie sos demi glace niekoniecznie pasował mi w głowie do tych ruskich, ale na podniebieniu okazało się, że czasem warto zmienić przyzwyczajenia.

Czas na danie koleżanki. Warzywa grillowane z ryżem i kozim serem.

Lekko podkręca apetyt, ale moment próbuje i coś mi tu nie gra. Warzywa nie są grillowane tylko lekko podduszone… Ponownie zostałyśmy wprowadzone w błąd przez panią z obsługi. Patrząc na to danie szybko rozwiązałyśmy co kryje się pod nazwą “warzywa”. Tajemniczy pan brokuł wraz ze skrytym kuzynem kalafiorem oraz zagadkowa marchewka z koleżanką brukselką 😉 Już nietajemnicze warzywa ułożone są dookoła równej kulki z ryżu. Całość oprószona kozim serem, który wykańcza danie wizualnie oraz nadaje idealnego końcowego smaku. Jako lekkie drugie danie polecam.

Czas na deser. Tarta jabłkowa. Jabłuszka przepyszne. Samo ciasto niestety skojarzyło mi się ze smakiem surowego ciasta, które podjadałam babci przy wypieku domowych pyszności. Od razu usłyszałam w głowie jej głos, który krzyczy; Nie jedz surowego ciasta, bo będzie cię brzuch bolał!
Tak więc z wierzchu tarta idealna w środku niedopieczona. To nie był mój dzień na deser.

Z ciekawości po zjedzeniu zajrzałam na stronę WWW restauracji, aby zobaczyć co dokładnie proponowali w dzisiejszym lunchu.

Dość mocno się zdziwiłam. Rozmarynu w daniu koleżanki w ogóle nie było czuć. Zupy na pewno nie jarzynowe, może to brak porozumienia między wszystkimi pracownikami, od dostawcy produktów, kucharzy, kelnerów i kończąc na managerze. Jest tam tak zawsze, czy to był jednorazowy przypadek? Sprawdzę to jeszcze kiedyś odwiedzając ich ponownie.

Jakie są wasze doświadczenia z tą restauracją? Polecacie ją znajomym, czy wymazaliście z mapy Wrocławskich punktów gastronomicznych?

Sukiennice 7
ul. Sukiennice 7, Wrocław
WWW – Facebook – Instagram

Galeria